Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 września 2014

Jak łatwo można się rozczarować

Wiecie, tyle się mówi o tolerancji, o pomaganiu sobie i nieocenianiu po pozorach.
Wiecie też napewno że jak juz się z kimś zaprzyjaźnicie to trzeba tą przyjaźń pielęgnować i zrobić wszystko żeby przetrwała jak najdłużej.
I mimo różnic jakie między nami występują akceptować swoje wybory, wspierać w trudnych chwilach i cieszyć sie razem z sukcesów. I szanować swoje zdanie , nie brnąć w swoim oślim uporze zrażając do siebie ludzi którym na was zależy.
Mi już przestało zależeć , przez debilny upór, nienawiść do innych ludzi, naiwność i pozwalanie na manipulowanie sobą.
Przykro jest to stwierdzić ale teraz w trudnej sytuacji będę wolała pomóc obcej osobie niż tej która wydawała się mi znana i o której myślałam że nadal jest taka swojska, że można z nią o wszystkim porozmawiać i że czasami posłucha rad innych ludzi. Takich którzy nie chcą jej skrzywdzić tylko pomóc.
No ale jeśli rozłąka tak wpływa na ludzi? Cóż, nie potnę się szarym mydłem i nie będę za wszelką cenę odbudowywała tego co zostało utracone.
Wręcz legło w gruzach jak domek z kart, którym chyba było. Ale na stabilnym fundamencie.
Teraz to pozostało tylko pielęgnować te przyjaźnie które akceptują się nawzajem, nie zieją nienawiścią tylko opływają zrozumieniem, służą dobrą radą i potrafią znaleźć czas w tym szalonym pędzie ma rozmowę, spacer po lesie czy wypicie piwka podczas ogladania tv.
Szkoda marnować czas i energię na coś co nie ma racji bytu i skupić się na tym co tu i teraz. Ze sprawdzonymi i godnymi zaufania ludźmi którzy nie sprawią że poczujesz się jak wrak. Tylko dodadzą ci wiatru w skrzydła by móc realizować swoje marzenia.

czwartek, 10 lipca 2014

Pomóc to znaczy tak wiele....

W dzisiejszych , pędzących czasach, pomaganie jest jakby wyciągnięte z lamusa. No bo wszystkim kojarzy sie to chyba tylko z pomocą materialną,  taką policzalną. Oczywiście , jeśli kogoś na to stać to super! Ale jest mnóstwo ludzi których nie stać na aukcje charytatywne , wysokie przelewy na konta różnych fundacji. I jest też ogrom ludzi którzy tylko mówią o tym jacy są fantastyczni i czego to nie robią.
I , niestety, jest ogrom ludzi którzy potrzebują pomocy tyko nie wiedzą jak o nią poprosić. Bo wydaje im się że to nie wypada. Że będą zawracać komuś głowę. Smutne ale prawdziwe.
Dlaczego tak się to zmieniło? To smutne że teraz kiedy ktoś , tak z potrzeby serca, chce pomóc to obwieszcza się wszem i wobec że ma z tego kasę.  Jak choćby pan Owsiak i jego orkiestra i różne fundacje podpięte pod znane stacje tv .
Korzystają z tego że ich liderzy są znani i ze mogą przyciągnąć więcej darczyńców.
Nie wnikam czy czerpią z tego korzyści czy nie ale wiem jedno : pomagają.
W naszej zwykłej codzienności też możemy pomagać. I to przez duże P.
Zapytacie jak? Nie mam kasy, nie mam znajomości - już to słyszę. Ale mamy czasami wolną chwilę która , dobrze wykorzystana , może przynieść więcej niż tylko wymiar materialny.
Bo wyobraźcie sobie taką sytuacje: siedzicie w domu, nic do zrobienia , obiad ugotowany. Co wybierzecie? Wylegiwanie się do bólu w łóżku czy aktywne spędzenie tego czasu? Pomożecie sami sobie czy będziecie lenić się na kanapie i twierdzić że skoro nikomu nie przeszkadzamy to pomagamy? Zakręcone prawda? 
Bo pomaganie to nie tylko komuś.  Sami sobie też musimy pomóc. Wyjść do ludzi, podzielić się swoimi troskami , nawet posiedzieć razem i pomilczeć. Bo jeśli nie będziemy w stanie tego zrobić to klops. Zostanie nam tylko odtwarzanie codzienności, po to tylko żeby na końcu naszej drogi zrobić rachunek sumienia i zobaczyć po co tak naprawdę byliśmy na tym świecie.
Żeby przedłużyć gatunek, żeby zapracować się i robic to czego nie lubimy, żeby użerać się z przykrą codziennością i beznadziejnymi ludźmi. Takimi którzy ściągają nas w dół zamiast dać nam się wzbić i osiągnąć maksimum naszych możliwości.
Znam takich ludzi , i wy zapewne też. Próbowaliście im pomóc?  Wyciągnęliście rękę w potrzebie czy poklepaliście po plecach i zapomnieliście o sprawie?
Kiedyś moja babcia , potem kochana mama mówiły mi że dobro wraca. Że nawet jak nam się nie chce to powinniśmy zebrać się i fokusować na drugiego człowieka. Bo to nie jest tak że jak dziś pomogę to jutro mnie coś dobrego spotka. Można na to czekać latami. I się doczekać.
Popatrzcie wkoło na otaczający was świat, i zerknijcie komu można pomóc.
Ale najpierw zacznijcie od siebie.
PS. Uczestniczyłam dziś w rejestracji potencjalnych dawców szpiku.I wiecie co? Wstyd mi za tych wszystkich ludzi którzy nie rozumieją idei takiego wydarzenia i nawet nie próbują zrozumieć. Wolontariusze poświęcają swój czas, angażują się w organizacje takiego przedsięwzięcia i co?
Jak grochem o ścianę. Naprawdę. 
Nawet nie poświęcą chwili żeby wysłuchać co się do nich mówi.A wiecie jakie komentarze słyszałam najczęściej? 
NIE - bo mam małe dziecko
NIE - bo mi się wbiją w kręgosłup
NIE - bo nie mam czasu.
LUDZIE!!!!! trochę empatii.Nie robimy tego żeby nabić jakiś wirtualny licznik, jak sądzą niektórzy. Robimy to żeby uratować komuś życie.

sobota, 5 lipca 2014

Totalny brak czasu....


Tak się czasami zastanawiam dlaczego takie zwykłe kontakty personalne tak łatwo zostały zastąpione przez tzw.wirtual.
Zdarza się wam usłyszeć na ulicy albo w jakimś markecie słowa spotykajacych się ludzi"jak cię dawno nie widziałem? co u ciebie? ależ tobie dzieci wyrosły! "
Czy nie wynika to z tego że w dobie internetu, komunikatorów i innych tego typu wynalazków  brakuje nam poprostu czasu?  Wydaje nam się że zdążymy zadzwonić, wysłać sms-a czy napisac maila? 
Kiedy ostatnio rozmawialiście z rodzeństwem, z rodzicami? Ja wczoraj:-) Byłam u moich rodziców.Pogadałam z mamą która pochwaliła się swoimi super wynikami i kolejnymi butami. Ochrzaniłam mojego tatę że wtrąca się do kuchni mamy. Na wesoło oczywiście.
Zaraz powiecie że nie macie czasu, że daleko. Że zadzwonicie.
Ale uważam że powinno się jak najwięcej czasu spędzać z tymi najbliższymi bo później już go nie będzie. Powiecie sobie "jeszcze tyle słów było do powiedzenia". Za późno.
I wolę pojechać te 40 km w jedną stronę, żeby móc przytulić się do mamy. Żeby ja rozbawić czy po prostu pomoc. Wirtualny świat mi tego nie da.
To samo tyczy się naszych przyjaciół. Jeżeli są to prawdziwi i sprawdzeni ludzie to pójdą za tobą w ogień albo dadzą tobie w łeb, tak na ogarnięcie. Jeśli natomiast są fajni tylko na necie to coż. Trzeba zweryfikować taką" przyjaźń" i wrzucić do przegródki dobra znajomość. 
Bo tylko dzięki kochajacym bliskim, rodzinie i garstce przyjaciół, jesteśmy w stanie funkcjonować w tym zwariowanym i szalonym świecie gdzie każdy patrzy tylko na to żeby wyszarpać dla siebie jak najwiecej.
Dzisiaj brałam udział w akcji która ma na celu walkę z białaczką. Konkretnie to wraz z fantastycznymi dziewczynami z mojej pracy zorganizowałyśmy Dzień Dawców Szpiku . Wyszło super , tylko zmartwiła mnie jedna rzecz. Malkontenci którzy tylko chodzili i gadali że to musi być świadome a nie że tylko zależy nam na ilości numerków na liście.A my nikogo siłą nie przyciągałyśmy ,tylko z uśmiechem zapraszałyśmy i informowałyśmy co z czym i jak.
I co jeszcze było tak smutne ,w tej jakże radosnej akcji - brak empatii u ludzi. Jestem chyba naiwna w swej wierze w drugiego człowieka , ale to co zobaczyłam dzisiaj utwierdziło mnie w przekonaniu że prawdziwe jest przysłowie: "człowiek człowiekowi wilkiem"
No bo dlaczego nie pomóc drugiemu człowiekowi, wiedząc że nowotwór krwi jest podstępny i atakuje znienacka. Nas to nic nie kosztuje oprócz czasu poświęconego na rejestrację. Świadomą oczywiście.

piątek, 4 lipca 2014

O jeżu!!! Krótko o tym co się dzieje na naszych ulicach.

Dzisiaj rano, jadąc do pracy , jak co dzień czekałam na autobus. Docierając tam , jeszcze lekko zaspanymi oczami zobaczyłam "coś". A konkretnie młodą dziewczynę która , uwierzcie mi , nie wyglądała. Krótkie spodenki (prawie było widać co jest po nimi) , do tego podkoszulek typu bokserka i coś co w pierwotnym założeniu miało być tuniką.
Do tego gniazdo na głowie i ogólna bladość.
Następna gwiazda miała spódniczkę tak krótką że cały pomarańcz na jej skórze wręcz krzyczał "patrzcie ! Tutaj jestem".
I fryzura! Może jestem , jak to mówią , staroświecka ale trend polegający na ogoleniu sobie części głowy  pozostawiając resztę tworząca niekształtnego koczka jest dla mnie nie do pojęcia. Rozumiem asymetryczne ścięcie włosów , wyrażenie się kolorem, ale to? Nie dociera do mnie ten przekaz.
Niestety , podróżując sporo po mojej metropolii często widzę że mnóstwo kobiet , i tych starszych i młodszych, robi sobie estetyczną krzywdę przebierając się a nie ubierając. Po co? Przecież to wpływa na to jak nas odbierają. Jak się do nas odnoszą.
Wyobrażacie sobie wyjść z domu w brudnych ciuchach? W rozmazanym makijażu?  W dziurawych butach?
Ja już spotkałam się kilka razy z taką sytuacją, a dodam że nie były to osoby wyglądające na bardzo biedne.
Bo ci którzy maja mało dbają o to żeby ich dobrze odbierać. W myśl zasady " biednie ale czysto".
A to co dzieje się teraz? Byle jak oby metka wisiała i to jak najbardziej widoczna. Po co? Dla szpanu,  dla pokazania się? Coś na zasadzie że mam kasę i mogę ją użyć. A między wierszami czytamy " ale nie mam mocy żeby zrobic to z głową".
Gdybym miała taką moc to oglosiłabym apel do wszystkich kobiet na świecie" wyrażajcie się poprzez tzw. styl ale róbcie to z głową!  Nie brnijcie ślepo za trendami i nie udawajcie kogoś kim nie jesteście! Znajdzcie złoty środek pomiędzy tym co chcecie wyrazić a tym jak chcecie to pokazać!"
Bo wielki szacun jak ktoś wkłada energię w to co chce sobą pokazać. Goci, metalowcy , lalki Barbie:-) . Ale wielkie nie dla tych gwiazd które noszą szpilki jak szczudła a nie potrafią w nich się poruszać , dziewczyny o rubensowskich kształtach wciskajacych się w za ciasne ubrania (one wcale nie wyszczuplaja , efekt jest odwrotny) czy bardzo szczupłe dziewczęta poubierane w worki.
Kobiety!! Spójrzmy w lustro przed wyjściem z domu , zaprzyjaźnijmy się z dezodorantem , popatrzmy na siebie krytycznym okiem. Rozumiem że wiele z was powie"mam w nosie co mówią o mnie inni". Ale czy tak jest naprawdę?
A może to taka poza pod którą ukrywacie potrzebę akceptacji i zainteresowania swoją osobą?
Ja tak mam, że zanim wyjdę z domu to ogarniam temat mego wyglądu nie po to tylko żeby ładnie wyglądać. Ale przede wszystkim żeby się dobrze ze sobą czuć. I nie powiedzieć sobie dosadnie" weź się ogarnij"
I nawet kiedy nie jestem przebrana za kogoś to dobrze się czuję i przekłada sie to na mój wygląd. Bo jak się mówi" jak się czujesz tak wyglądasz"

czwartek, 3 lipca 2014

Wewnętrzny głos i nie zawsze słuszne wybory.

Zdarza się często że wchodzimy do sklepu i widzimy coś co chętnie byśmy spróbowały. Zazwyczaj są to rzeczy po które byśmy nigdy nie sięgnęły gdyby nie wewnetrzny głos który namolnie namawia nas do tego. I nie mówię tu o kolejnej parze butów, które większość kobiet kolekcjonuje czy nastepnej w szafie bluzeczce czy sukience.
Chodzi mi o produkty które choć na chwilę poprawiają nam nastrój a które możemy mieć od ręki.
Często są to produkty sezonowe jak np. przepyszne truskawki, słodkie winogrona czy rumiane jabłka. Samo zdrowie!
Jednak zdarzają się tez takie które kuszą i wołają do nas ze sklepowego regału. Chodź , weź mnie skosztuj , będzie tobie lepiej; -)
No i co my , biedne człowieki mamy zrobić? Kupujemy , konsumujemy i..?
Mamy potem wyrzuty sumienia bo kalorie , bo cukier , bo tłuszczyk. I w bioderka idzie. Ale w sumie co z tego? Czy nie należy nam się coś od życia? Mamy skupiać się tylko na tym co zdrowe? Zaszalejmy sobie czasami , pozwólmy naszemu wewnętrznemu głosowi poprowadzić nas tą lekko niezdrową drogą. Oczywiście nie namawiam nikogo do impulsywnego kupowania i obżerania się. Ale jeśli zdarzy nam się kulinarny grzeszek? Sądze że zostanie nam to wybaczone , tam gdzie trafimy kiedyś.
Najlepiej tam gdzie jest świetna impreza , dobre trunki i zajefajne jedzenie.
Bo powiem wam jedną ważną rzecz. Nie możemy się za wszelką cenę katuszować bo nic dobrego z tego nie będzie.
Jaki pożytek będzie z nas miała rodzina i przyjaciele jeśli będziemy sobie wszystkiego odmawiać. Bo piwko to nie - bo kalorie. Bo domowy deser to też nie - bo idzie w boczki. Bo na lody nie wyskoczymy - bo nie robią z sałaty:-P
Grzeszmy kulinarnie a nie udawajmy przed samymi sobą że się tak pilnujemy. Oczywiście z rozsądkiem, bo tego nie może nam zabraknąć w żadnej strefie życia.
Ja już dawno pogodziłam się z tym że figury modelki to mieć nie będę. Mój mąż też lubi się przytulić do kobiety a nie do wieszaka. Ale też nie chcę dopuścić do tego że jak pójdę na plażę to wezwą tych od Greenpeace. No wiecie, że wieloryba wyrzuciło na brzeg.
Dbam o to co jem, dieta nie jest dla mnie katorgą ale sposobem codziennego funkcjonowania. I zdarza mi się grzeszyć, zwłaszcza jak mam gorszy dzień i potrzebuję czegoś na poprawę nastroju.
Nie walczcie z tym. Nie ma sensu. I tak mamy dość na głowie żeby się tym martwić.
Podejdźmy do tematu z umiarem i konsekwentnie dążmy do tego żeby zmieniać codzienne przyzwyczajenia.
Nie wyeliminujemy tego wewnętrznego głosu który podpowiada nam. Nie zawsze słusznie, ale jakże smacznie:-)
Życzę wam samych dobrych chwil i przyjaźni z tym co w nas siedzi; -)

wtorek, 1 lipca 2014

Pewne zapomnianie historie i nowe opowieści różnej treści

Wiecie, czasami zastanawiam się dokąd pędzi to wszystko. Dlaczego nie mamy już czasu na tak zwykłe rzeczy jak spotkanie na kawę, pójście na spacer czy zwykłe pogadanie sobie o wszystkim i o niczym.
Jedną z takich historii są IMENINY. Teraz to tylko chyba starsze pokolenie celebruje tą okazję aby się spotkać, porozmawiać i skosztować standartowej sałatki i rybki w galarecie. A że rybka lubi pływać, to i humory wszystkim dopisywały, i pośmiać się było można.
Teraz już nie obchodzi się takich uroczystości.Nawet wesela zamieniają się w proszone obiady.
Ale wracając do imienin. Nie trzeba przecież zastawiać się ponad stan.Można skromnie ale w fajnym gronie spędzić razem czas. No właśnie razem. To już zanika.W sumie dobrze że są te wszystkie portale bo inaczej nie wiedzielibyśmy kto kiedy ma imieniny, urodziny albo jakieś inne ważne dla siebie okazje.
Tak, wiem zaraz powiecie że nie ma czasu bo praca, bo dzieci,bo szkoła.Bo,Bo.Bo...
Ale w ten właśnie sposób nasze społeczeństwo przenosi się do świata wirtualnego, bez wartości, bez zasad, bez tego wszystkiego co kiedyś powodowało że chciało nam się czekać końca tygodnia i nie dlatego że wypadał wolny weekend. Dlatego że mogliśmy spotkać się ze znajomymi, dzieciaki mogły poganiać po podwórku, a starsi odreagować.
Sama pamiętam do tej pory jak byłam mała to chodziłam z rodzicami na takie imprezy.Było naprawdę fantastycznie i jakie się miało grono znajomych.
Teraz zostali tylko ci najpewniejsi, do których można zadzwonić w środku nocy i wypłakać się w rękaw.Albo podzielić się radosnymi informacjami przy kufelku zimnego piwka .
Celebrujmy te chwile bo tylko one nam pozostały.

.                                          
Do zobaczenia.